zaloguj się   |   załóż konto   |   mapa strony   |

życiorys Śwista

sierż. pchor. Armii Krajowej ps. "Świst"
zgrupowanie AK "Radosław"
pluton „Felek” kompania "Rudy" batalion "Zośka"

Życiorys hm. Stanisława Sieradzkiego ‘Śwista”

Urodził się 14 września 1921 roku w Iłowie w powiecie Działdowo w rodzinie wielodzietnej, jako jeden z sześciorga dzieci Wawrzyna – pracownika miejscowej parowozowni PKP (pochodził z Jarocina) i Elżbiety z domu Strzeszyńskiej ( pochodziła z Miłosławia).

PRZED WOJNĄ
Po ukończeniu nauki w szkole powszechnej w Iłowie w 1934 roku, uczęszczał w latach 1935-1939 do Państwowego Gimnazjum i Liceum w Działdowie, uzyskując w czerwcu 1939 małą maturę.
Jego przygoda harcerska zaczęła się dzięki matce, która brała udział w strajku dzieci we Wrześni. W wieku 12 lat, czyli w 1932 roku, wstąpił do 75 Pomorskiej Drużyny Harcerzy im. Księcia Józefa Poniatowskiego, przemianowanej w roku 1938 na 165 Mazowiecką Drużynę Harcerzy ( Iłowo znalazło się w województwie Warszawskim). Drużyna należała do chorągwi pomorskiej z komendą chorągwi w Toruniu. W roku 1938 poszedł na kurs drużynowych w okolicach Brodnicy, a w roku 1939 przeszedł kurs podharcmistrzów. Podczas, gdy otwierał próbę na podharcmistrza, jednocześnie po raz pierwszy w życiu był komendantem obozu harcerskiego. Trzy dni przed rozpoczęciem się wojny, Świst wraz ze swoją drużyną zwijał obóz i pakował sprzęt, który został przewieziony do Włodawy nad Bugiem, gdzie został przejęty przez Armię Czerwoną. Udało mu się uratować jedynie sztandar. Nie dojechał jednak do domu, ponieważ został zatrzymany przez niemieckich żołnierzy Wehrmachtu.

WOJNA
Po schwytaniu przez niemieckich żołnierzy został odesłany do obozów jenieckich niedaleko Królewca. W 1940 roku został wyrzucony z obozu i trafił na przymusowe roboty, gdzie pomagał w budowie domu. Pracował również na roli do Wielkiej Nocy 1941 roku, poczym zdecydował się uciec do Generalnej Guberni w Warszawie. Ucieczka początkowo nie wiodła się najlepiej, ponieważ jako Polak musiał mieć literkę „P” na ubraniu, co zwróciło uwagę pewnej Niemki. Jednak wtedy nie został złapany. Gdy wracał do Działdowa, by pożegnać się ze swoimi rodzicami, szedł tunelem, kiedy zatrzymała go niemiecka policja, która szukała uciekinierów. Stanisław oszukał ich mówiąc, że jedzie do Królewca w poszukiwaniu pracy. Ci mu uwierzyli i posłali do żandarmerii. W taki sposób trafił do Olsztyna, gdzie pracował w gazowni jako robotnik obsługujący piece.
W 1942 zaczął się ponownie zastanawiać nad ucieczką, więc upozorował wypadek w pracy by dwa dni później być w drodze do Działdowa. W rodzinnej miejscowości jego koleżanka z liceum dała mu specjalny, oczywiście podrobiony dokument, który zaświadczał o pracy na niemieckiej budowie. Następnie udał się do Warszawy, gdzie zamieszkał u swojego wujka na ul. Zamienieckiej. Tutaj rozpoczął swoje życie konspiracyjne. W lipcu tego samego roku, gdy jego kolega pod fałszywym nazwiskiem Bagiński uczył się, z jego książki wypadł „Biuletyn Informacyjny”. Dzięki temu wydarzeniu powrócił do życia harcerskiego i dowiedział się o warszawskim podziemiu. Na pierwszą zbiórkę harcerską poszedł na ul. Żelazną (róg Srebrnej). Niedługi czas później złożył przysięgę Szarych Szeregów, a ponieważ był już i tak poszukiwany jako Stanisław Sieradzki, przyjął fałszywe nazwisko Franciszka Brożka, który zmarł w 1939 roku.
Świst był w hufcu (roju) WOLA, którego komendantem był Jan Kopałka „Janek z Woli”. Należał do 4 drużyny (rodziny), którego dowódcą był Karol Kwapiński „Karol CZARNY”.
Ze względu na jego znajomość języka niemieckiego brał czynny udział w akcjach „N”, czyli akcjach niepodległościowych.
10 czerwca 1943 roku dowództwo Armii Krajowej wydało rozkaz o przeprowadzeniu akcji „Taśma” (inaczej „Sieczychy”). Świst miał tam jechać jako obsługa karabinu maszynowego. Jednak Andrzej Romocki „Morro” zadecydował, że nie pojedzie z powodu 2 z geografii. Warto dodać, że w tej akcji zginął Tadeusz Zawadzki.
Tuż po śmierci „Zośki” została podjęta decyzja o przemianowaniu specjalnego batalionu „Jerzy” na batalion Armii Krajowej imienia „Zośki”. Stanisław trafił wtedy do plutonu trzeciego „Ryszard” złożonego z chłopców hufca „Wola” w drugiej kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”. Zyskał wtedy ps. ”Długi”. W maju tego samego roku musiał zmienić pseudonim na „Świst”, ponieważ pojechał na szkolenie podchorążych Agrykola w puszczy Białej. Tam zetknął się z innym „Długim”. Był to zastępca dowódcy plutonu „Alek” kompani „Rudy” – Andrzej Długoszewski. Szkolenie zakończyło w czerwcu 1944 roku. Czego nauczyło ich to szkolenie? Na pewno zostali przyzwyczajeni do trudów życia, szczególnie ulewne deszcze niszczyły ich chęć do życia. Poznali się bardzo blisko i zaprzyjaźnili się.
Poznali dobrze różne rodzaje broni, sposób ich użycia, sposób rozpoznawania pozycji niemieckich.
Po ukończeniu szkolenia przyjechał jego macierzysty pluton „Felek” i wraz z nim pozostał w lesie do 27 lipca. Tego też dnia podczas wieczornego apelu ich dowódca Konrad Okolski „Kuba” rozkazał o wystąpienie trzech osób, które dobrze znają język niemiecki. Z racji, iż Świst znał bardzo dobrze ten język wystąpił. Wraz z nim wystąpił Janek Bagiński „Bajan” oraz Janek Rodowicz „Anoda”, który zadziwił Śwista, ponieważ nie znał tego języka. Mieli za zadanie zawieść broń na powstanie do Warszawy do Wesołej. Czekał na punkt koncentracji przed powstaniem. Dla niego punkt wyznaczony był w mieszkaniu przy ul. Złotej 46, którego właściciele byli na wczasach.

POWSTANIE
Przyszedł pamiętny dzień – wtorek 1 sierpnia 1944 roku. Świst wraz ze swoją kompanią czekali na godzinę „W” (17:00) w fabryce „telefunken”, która mieściła się przy ul. Gibalskiego (róg Okopowej i Karolkowej). Na ich odcinku powstanie zaczęło się nieco wcześniej, bo około 20 min przed 17.00. W obsadzonym przez Armię Krajową budynku na warcie stali młodzi chłopcy z batalionu „Alek”, gdy do fabryki przyjechała niemiecka ciężarówka. W samochodzie siedziało 3 mężczyzn. Młodzi, polscy żołnierze nie wiedzieli, co zrobić, lecz zadecydowali, że ich wpuszczą i zagrabią samochód oraz broń zabijając wroga. Świst przyznaje, że stracił na nieprzyjaciół cały magazynek broni. Trzech Niemców uciekało przez dziury w murze. Młodzi żołnierze AK użyli także granatów, których wybuch zwrócił uwagę wartowników getta przy ul. Gęsiej. Po opanowaniu sytuacji batalion „Zośka” zajął teren cmentarza żydowskiego. Już drugiego dnia odział „Rudy” opanował garbarnie oraz unieszkodliwił trzy Niemieckie czołgi, z czego jeden zabrali. Po uzyskaniu cennego czołgu dowódca zadecydował o utworzeniu specjalnego oddziału pancernego, dzięki któremu 5 sierpnia zostali uwolnieni Żydzi z obozu koncentracyjnego Gęsiówki. Zaraz po zdobyciu Gęsiówki zaczęli planować podbój bunkra, który stał pod jej murami. Młody chłopiec o imieniu Jurek „Pręgus”, który miał 14 lat cudem przedostał się pod mur i uratował całą sytuacje rzucając w otwory granaty. Matka Jurka zezwoliła mu na udział w walce zbrojnej i opiekował się nim Świst. Niestety kilka dni później uległ wypadkowi poprzez zawalenie się bunkra.
11 sierpnia 1944 roku jego pluton „Felek” zdobywał szkołę, która mieściła się przy ul. Spokojnej 13. W tym samym czasie na Okopowej także była zdobywana szkoła. Po pewnym czasie dwie łączniczki przyniosły rozkazy o przejściu plutonu „Felek” do zdobytej szkoły na ul. Okopowej 55a. Dowódca- „Kuba”- zarządził przejście przez ul. Kolską, oddzielającą obie szkoły. Mur oddzielający szkołę od ulicy pierwszy pokonał „Kuba”, który natychmiast został postrzelony w głowę. Musieli znaleźć inną drogę ucieczki. „Kubę” zastąpił Jerzy Gawina „Słoń”. Wszyscy wrócili na swoje stanowiska w okupowanej szkole. Jedyną nadzieją ucieczki było pole kartoflane między ul. Kolską, a szkołą na Okopowej. Do szkoły było zaledwie 150 metrów, lecz Świst pokonywał te odległość kilka godzin. Z cmentarza leciały strzały, a co kilka minut sześć pocisków granatnika. W pewnym momencie jego hełm dotknął czegoś twardego. Okazało się to butami zmarłej dziewczyny, którą Świst dobrze znał. Chciał ją ratować, lecz było już za późno. Kilka metrów dalej znalazł ciało Janusza Grzymałowskiego „Wrzecień”.
Z trudem udało mu się dostać do szkoły na ul. Okopowej 55a.
W tej akcji Świst po raz pierwszy w czasie powstania został ranny. Na szczęście była to niewielka rana w rękę.
Walczył do 22 sierpnia. Na krańcach Starego Miasta, z budynku, w którym miał swoje stanowisko widział Cytadele i Dworzec Gdański. Pomagał chłopcom osłonic uderzenie w kierunku Żoliborza. Niestety się nie udało.
Gdy przebywał w budynku dostał 7 odłamkami z kuli wystrzelonej z broni przeciwpancernej. Nieprzytomnego znalazła go „Anula” z 1.Kompani Batalionu „Zośka”. Trafił do szpitala na ul. Miodowej 23. Po niedługim czasie pomógł przejść 63 powstańcom kanałami z placu Krasińskich do Śródmieścia na Warecką. Stamtąd trafił do szpitala na Hożą 26, gdzie leżał do 4 września.
W szpitalu Stanisława odwiedzili chłopcy od „Morro”, którzy poprosili go o pomoc na Czerniakowie. Przebywał tam do 15 września, do chwili, w której spadła na niego ściana domu przy ul. Wilanowskiej 7. Uratował go Żyd – Jakub Wiśnia. Leżał w szpitalu na ul. Wilanowskiej 1 obok ciężko rannego „Anody”.
Do końca powstania Warszawskiego dzielnie i odważnie stawał do boju, ratował i pomagał innym.
Zaraz po powstaniu zdążył zacząć studia w Szkole Głównej Handlowej, a w 1950 roku sąd wojskowy skazał Stanisława Sieradzkiego „Śwista” na 10 lat pozbawienia wolności jako żołnierza AK, a trzy lata później na karę śmierci. Jednak ostatni wyrok skrócił się do lat 15. W więzieniu przesiedział prawie 8 lat. Od stycznia 1949 do listopada 1956. Był w wielu więzieniach: na Rakowieckiej, we Wronkach, w Potulicach, Rzeszowie i z powrotem we Wronkach. Podczas tej odsiadki wiele wycierpiał. W listopadzie trafił do więziennego szpitala z odmą samoistną lewostronną. W ostatnich dniach listopada do jego pokoju szpitalnego wszedł oddziałowy więzienny i rozkazał wyjście na zewnątrz. Świst był bardzo wyczerpany i nie chciał tego zrobić. Jednak po wielu latach wyzywania go od faszystów czy bandytów, Stanisław Sieradzki usłyszał „Panie Stanisławie Sieradzki, pan będzie musiał wstać. Dostaliśmy dokumenty i jest pan wolny”

PO WOJNIE
Świst ożenił się z Lucyną Teresą Szczeniak, która również została skazana na karę pozbawienia wolności przez władze PRL na 5 lat. Miał z nią dwójkę dzieci: syna Andrzeja (ur.1961) oraz córkę Elżbietę ( ur. 1963).

Chyba każdy przyzna, że dh. ”Świst” był niezwykłym człowiekiem. Wyszedł ze szpitala ze zrujnowanym zdrowiem. Ale nawet wtedy nadal pamiętał. Pamiętał o osobach dla innych ludzi mało ważnych takich jak Jurek „Pręgus” i Wojtek Markowski „Sęp”. Byli to dwaj młodzi chłopcy, którzy nosili za nim naboje do karabinu, którym wymierzał w wroga. Gdy wyszedł z więzienia pojechał do ich rodzin, aby powiedzieć im drastyczną informacje, że ich synowie nie żyją, że oddali życie za Warszawę. Nie zapomniał o przyjaciołach takich jak „Bojan”, „Anoda”, „Kuba”, „Morro” oraz Janek „Bonawentura”. Zawsze chętnie o nich opowiadał. Często wspominał o ich koleżankach- sanitariuszkach, które zawsze chętnie pomagały. Przynosiły nie tylko pomoc sanitarną, ale również przemiłe towarzystwo. Zawsze podkreślał ich dużą rolę w każdej akcji. Jako jeden z niewielu powstańców którzy przeżyli musiał żegnać swoich przyjaciół. Najpierw, gdy widział jak padali od kul Niemieckich oraz później, gdy trzeba było ich chować pod brzozowymi krzyżami.
Od roku 1996 dźwigał niewyobrażalnie dużo obowiązków, jako sekretarz Środowiska „Zośki” czy instruktor Hufca ZHP im. Batalionu „Zośka” z Sulejówku. Jakby tego było mało podróżował po całej Polsce odwiedzając młodzież w szkołach oraz harcerzy na zbiórkach, rajdach i biwakach. Jego historie wzruszały nawet najtwardsze ludzkie serca. Pamiętamy historie poważne i smutne, jak ta kiedy zobaczył pierwszy zbiorowy mord na Warszawiakach oraz te śmieszne, gdy wygłodniały wyczuł puszkę z roztrzaskanym mięskiem zrzuconym z samolotu, którą oczywiście całą zjadł. Był niezwykłym człowiekiem, do ostatnich chwil przy szpitalnym łóżku towarzyszył matkom, których synowie i córki nie wrócili z bitwy o ukochaną stolicę. Kiedyś powiedział : "Dlaczego tak nielicznych los przy życiu zostawił? - Dzisiaj - podstarzali i siwi, czasem losu pytamy - dlaczego nie jesteśmy z tymi, którzy polegli? A los odpowiada - zostaliście, by prawdę o tamtych głosić". Swą prawdę głosił do ostatnich dni życia. Choć w „Zośce” nazywali go „siłacz” i pokonał nie jednego Niemca, przegrał bitwę z własnym zdrowiem. Hm. Stanisław Sieradzki ps. „Świst” zmarł w poniedziałek 16 lutego 2009 roku. Msza pogrzebowa odbyła się 25 lutego 2009 w katedrze polowej wojska polskiego, która znajduję się na ul. Długiej 13/15 w Warszawie. Trumna z ciałem została złożona na Cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych zaraz po mszy. Na tę uroczystość przybyło wiele osobistości z całego kraju. Było wielu harcerzy, przedstawicieli szkół, żołnierzy Szarych Szeregów i mieszkańców Warszawy.

Odznaczenia, jakie dostał Świst:
• 2x Krzyż Walecznych ( 1944, 1945)
• Srebrny Krzyż zasług z mieczem (1967)
• Krzyż Partyzancki (1970)
• Medal za Warszawę 1939 – 1945
• Medal Zwycięstwa i Wolności 1945 ( 1971)
• Virtuti Militari V klasy ( 1972)
• Krzyż Armii Krajowej ( 1975)
• Warszawski Krzyż Powstańczy (1981)
• Złoty Krzyż za Zasługi dla ZHP (1981)
• Rozeta – Miecze do Krzyża za Zasługi dla ZHP (1983)
• Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1984)
• Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1999)
• Awansowany na stopień porucznika (1988)
• Awansowany na stopień kapitana (1996)
• Order Uśmiechu ( 1996)

Autorzy:
Karolina Kucharska i Julita Przesmycka
32 IGNIS.


Statystyki strony:

Szczegółowe statystyki
Sklep akcesoria kuchenne